FANDOM


8. Wśród zakurzonych ksiąg

03 października 2248 roku (Późno w nocy):

Bohaterowie przekroczyli próg starego domu. W tym momencie, na zewnątrz piorun ponownie uderzył w ziemię. Wisterii przeszły ciarki po plecach. Wampir poczuł jej gęsią skórkę. Zaśmiał się. Dziewczyna, widząc to, zaczerwieniła się.

Wisteria: Przepraszam...

Vincent: Nic się nie stało. Tak więc, słuchajcie. W moim domu znajduje się kilka bibliotek. Jedna jest w salonie. Druga w piwnicy. Trzecia na strychu. Byłbym wdzięczny Wisteria, gdybyś zajęła się regałami w salonie. Rosemary pójdzie przeszukać piwnicę. Ja zaś wezmę strych.

Wisteria: Kawai! Niezły plan!

Uśmiechnęła się do nich. Vincent skierował się na górę. Zmieszana Rosemary skierowała się ku piwnicy, jednak nagle zawróciła i poszła zdenerwowana za Wampirem.

Wisteria: Ehhh. Mam nadzieję, że pewnego dnia zdradzicie mi, co rzeczywiście Was trapi.

Uśmiechnęła się lekko do siebie i zabrała się za przeszukiwanie książek na regałach. Tymczasem Rosemary podbiegła do Vincenta i stanęła mu na drodze. Nie chciała przepuścić go dalej.

Rosemary: Musimy pogadać.

Spojrzała poważnie na rozzłoszczonego chłopaka.

Rosemary: Skąd wiesz o moim śnie? I czy to jest naprawdę Twój dom?

Nastąpiła chwila ciszy. Bazyliszek zdenerwował się.

Rosemary: Pytam...

Vincent: Jak mogłaś wziąć sprawy w swoje ręce?

Rosemary: To Twoja wina! Nie ufasz mi! Gdybyś powiedział od razu, gdzie się znajduje ta biblioteka...

Vincent: Przecież Ty także od początku mogłaś mi zdradzić, co Cię trapi. A więc, kto komu nie ufa? Fakt, nie powiedziałem Ci, gdzie znajduje się biblioteka. Ale powinnaś to zrozumieć. Ja nie mogę zdradzać tajemnic mojej rodziny na lewo i prawo. To wbrew wszystkiemu, czego mnie nauczono... Mimo wszystko, gdybyś mi powiedziała o wszystkim od razu, nie byłoby problemu. Nie byłoby kłótni...

Rosemary: Pytałam, skąd wiesz o moim śnie!?

Vincent: Wyvern... Martwił się o Ciebie i o Twój stan. Widział, że byłaś załamana. Dlatego porozmawiał ze mną na ten temat. Z początku nie mogłem uwierzyć w istnienie tych stworzeń. Po przeanalizowaniu Twojego zachowania, przeszłości i rozmowie z Wisterią doszedłem jednak do wniosku, że może coś w tym być.

Rosemary: A więc wciągnąłeś w to wszystko Wisterię!?

Vincent: Nie. Ona także wyczuła, że coś jest nie tak. Także się o Ciebie martwiła. Przestań polegać tylko na sobie. Przestań mieć się za najsilniejszą i najidealniejszą. Przestań... być taka zuchwała, Rose!

Dostał zadyszki ze złości. Kobieta zdziwiła się. Schyliła głowę w dół i padła na kolana. Po jej twarzy pociekły łzy.

Vincent: Ty...

Rosemary: Przepraszam...

Popłakała się. Zbliżyła się do chłopaka i objęła jego nogi.

Rosemary: Na co dzień próbuję być silna, ale w rzeczywistości jestem taka słaba... Zawsze zazdrościłam Evangelinie jej opanowania, odwagi i inteligencji. Nie dorastałam jej nawet do pięt. Mimo wszystko, radziłam sobie... Aż w końcu pojawiłeś się Ty... Później przybył klan Rullinrose'ów... Wisterię opanowało jej alter-ego... A Viper skończył nieprzytomny... I do tego ten sen... Ja naprawdę...

Vincent: Doprawdy. Aż wstyd, żeby tak silna baba się tak rozklejała.

Spojrzał na nią zdegustowany. Rosemary zdziwiła się. Po chwili odsunęła się od niego i lekko uśmiechnęła. Otarła łzy.

Rosemary: Masz rację.

Vincent podszedł do okna. Spojrzał podejrzliwie na niebo.

Vincent: O co chodzi z tą pogodą? Nigdy tutaj tak nie było.

Rosemary: Cóż. Też się nad tym głowimy, od kiedy pojawiliśmy się tu po raz pierwszy. Sądzę jednak, że to jakiś rodzaj ochrony.

Vincent: Skąd ten osąd?

Rosemary: AQUA REGIA.

Z jej ręki wystrzeliło niewiarygodnie dużo wody królewskiej. Pomimo, że celowała przed siebie, substancja poleciała na sufit.

Vincent: Cholera! Przecież ten budynek się zawali, jak zniszczysz belki podtrzymujące konstrukcję! Co Ty wyprawiasz!? Nie rozpuszczaj mi domu! I czemu stworzyłaś tego aż tyle!? Znów się popisujesz!?

Nagle na zewnątrz, w ziemię uderzyła cała kanonada piorunów.

Vincent: Cholera! A tam co się znów dzieje!?

Ponownie spojrzał w okno, poddenerwowany.

Rosemary: To efekt używania fightart w tym miejscu.

Chłopak spojrzał na nią zdziwiony.

Rosemary: Kiedy próbujemy użyć jakiegoś ataku, dochodzi do interferencji pól elektromagnetycznych. Ataki stają się albo niekontrolowanie silnie albo w ogóle nie da się ich użyć. Później zaś używanie mocy kończy się wystrzeliwaniem piorunów z nieba. Uniemożliwia to używanie mocy. Gdybym użyła kilku ataków, wybuchłby tu ogromny pożar, a pioruny zaczęłyby także uderzać w budynek.

Vincent: Ale... Ale jak to możliwe?

Rosemary: Podejrzewam, że znajduje się tu coś lub ktoś, co wytwarza zakłócenia w biegunie magnetycznym i w momencie używania fightart następuje uskok.

Vincent: Wydaje Ci się, że może zamieszkiwać tu jakaś istota?

Rosemary: Lub znajduje się tu rodzaj skomplikowanej technologii. Tak czy siak, fakt, że dzieją się tu takie rzeczy, mówi sam za siebie. Ktoś nie chciał, aby coś, co się tu znajduje wpadło w niepowołane ręce.

Vincent: Evangelina nie powiedziała Ci, co masz tu znaleźć?

Rosemary: Nie. Powiedziała tylko, żebym odnalazła Bibliotekę Vlada, twierdząc, że inaczej nie przetrwamy.

Vincent: Powiadasz?

Rosemary: Nie odpowiedziałeś mi jeszcze na drugie pytanie. Więc?

Vincent: Tak. Rzeczywiście, to jest mój dom. Został zbudowany na podziemnej bibliotece.

Rosemary: Musimy tam natychmiast iść!

Vincent: Nie ma mowy! Jeżeli Wisteria pójdzie za nami... Tam znajduje się bardzo wiele posągów i obrazów przedstawiających moją rodzinę. Jeżeli ona zobaczy Wampiry...

Rosemary: Więc zostawmy ją w salonie. Niech szuka tego wademekum snów. Sami zaś pójdziemy odnaleźć ten tajemniczy przedmiot. "Nie ucieszyłaby się, gdyby to usłyszała. Nawet chyba by się rozpłakała."

Schyliła głowę zawstydzona, słysząc głos Wisterii, mówiący "To nie było kawai.".

Vincent: Dobrze. W takim razie, zapraszam do piwnicy.

Skierował się na dół. Rosemary poszła za nim. Spojrzała na zapracowaną Wisterię w salonie i miała wyrzuty sumienia.

Vincent: Nie martw się. Tak będzie lepiej.

Rosemary: Wiem, wiem.

Skierowali się ku piwnicy. Vincent otworzył stare, spróchniałe drzwi. Uniósł się nieprzyjemny zapach.

Rosemary: Jejku! Co Ty tutaj hodujesz!?

Zatkała nos. Zeszli po schodach prowadzących w dół. Przeszli przez długi, wąski korytarz. Było tam ciemno i zimno. W powietrzu nieustannie unosiła się nieprzyjemna woń. Rosemary coraz bardziej nurtował owy zapach.

Rosemary: Cholera! Dosyć tego!

Vincent: Nie gorączkuj się tak. To tutaj.

Podeszli do wielkiej ściany, zdobionej freskami przedstawiającymi historie życia Wampirów. Bazyliszek nie mógł się napatrzeć.

Rosemary: To jest... To jest piękne.

Vincent: Pocieszające, że tak myślisz.

Zbliżył się z poważną miną do srebrnej kropielnicy.

Vincent: Rose. Podczas walki z Dżinnami, dobyłaś nóż. Z tego, co mi się wydawało, był srebrny, prawda?

Rosemary: Tak. Co z tego?

Vincent: Mogłabyś mi go na chwilę dać?

Rosemary: Nie wiem, co ty kombinujesz, dupku... Ale masz.

Podała mu do ręki owinięty w strzępy materiału, srebrny nóż. Vincent rozpakował go i przystawił sobie do ręki.

Rosemary: Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że zaraz się pochlastasz.

Spojrzała ze zniesmaczeniem na twarzy.

Vincent: Wilkołaki umierają od ciosu zadanego srebrnym narzędziem. A to jest rodzaj zabezpieczenia, który ma na celu zatwierdzenie, iż nie jesteś Lykanem.

W szybkim tempie wbił sobie nóż w dłoń. Z jego ręki wypłynęła krew. Położył rękę, wraz z wbitym nożem w kropielnicy, zaciskając zęby. Po chwili, zdobiona ściana przesunęła się, odsłaniając kolejne pomieszczenie.

Rosemary: Co za okrutne praktyki. Banda masochistów.

Oburzona, skierowała się do ciemnego pomieszczenia. Wampir wyjął rękę z naczynia, a następnie z niej nóż. Oddał go kobiecie. Da odebrała go z obrzydzeniem.

Rosemary: Jeżeli oddajesz komuś przedmiot, który pożyczyłeś i go ubrudziłeś, wypadałoby go najpierw umyć, wiesz? a tak swoją drogą, jak zapalić tu światło?

Vincent: Nie ma takiej możliwości. CRIMSON STARE.

Jego oczy przekrwiły się i zaczęły nieregularnie drgać, a źrenice zmieniły kolor na czerwony.

Rosemary: "Prawo własności oczu!?"

Vincent: Biblioteka znajduje się trochę głębiej. Pozwól, że nas doprowadzę. Tam już będzie światło.

Rosemary: "On... On posiada tak różnorodną paletę praw własności!? Nie spodziewałabym się tego po nim."

Zaskoczona, szła zaraz za nim. Otworzyła usta, chcąc zadać mu pytanie, jednak w ostatniej chwili zawahała się.

Vincent: Mówiłaś coś?

Rosemary: Cóż... To rodzaj noktowizji, prawda?

Vincent: Tak. Chociaż, nawet tutaj, niewiele daje. Od tak dawna nie było tu światła, że nawet za pomocą podczerwieni ledwo dostrzegam przedmioty.

Rosemary: Kto nauczył Cię tej zdolności?

Vincent: Czemu pytasz?

Rosemary: No bo prawo własności oczu jest niezwykle rzadkie. Niewiele stworzeń potrafi się nim posługiwać.

Vincent: Nawet w dzisiejszych czasach? Heh. Przynajmniej to pozostało bez zmian.

Uśmiechnął się.

Vincent: Mój ojciec nauczył mnie tego ataku. Był jednym z najsilniejszych Wampirów, bratem Vlada Draculi.

Rosemary: A więc pochodzisz z najsilniejszego klanu Wampirów...

Vincent: To tutaj.

Otworzył ogromne, srebrne drzwi. Z pomieszczenia wydostało się intensywne światło, które oślepiło Bazyliszka.

Rosemary: Jejku, jak jasno.

Próbowała otworzyć oczy. Kiedy jej wzrok przyzwyczaił się do światła, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Było to ogromne pomieszczenie, zdobione wszelkimi rodzajami sztuki - freskami, posągami, obrazami, kolumnami. Znajdowało się tam wiele regałów z niezliczoną ilością książek. Na środku była ogromna fontanna, a w niej woda, mieniąca się od rażącego światła. Pomieszczenie było wykładane marmurowymi kafelkami, tworzącymi razem wielką szachownicę.

Rosemary: Tutaj jest pięknie.

Vincent: Co racja, to racja. A teraz przydałoby się wiedzieć, czego poszukujemy. Jakieś wskazówki?

Rosemary: Cóż. Nie ma żadnych wskazówek. Miałam się tutaj pojawić. Tyle wiem.

Wampir zdenerwował się. Rosemary odwróciła wzrok i udawała, że nic się nie stało. Bohaterowie kłócili się. Tymczasem woda w fontannie unosiła się powoli do góry. W pewnym momencie, uderzyła z całej siły w Wampira i Bazyliszka, rzucając ich na regał z książkami.

Vincent: Co się dzieje, u licha.

Było słychać głośne stąpanie ogromnej istoty. Ziemia zadrżała. Pojawiła się przed nimi ogromna, gadopodobna kreatura. Wyglądała, jak kamienny posąg.

Rosemary: C-co to jest!?

Vincent: Mógłbym zadać to samo pytanie.

03 października 2248 roku (Późno w nocy, w tym samym czasie):

Ziemia zatrzęsła się także na górze. Zdziwiona Wisteria, w ostatniej chwili złapała regał, który wywaliłby się od wstrząsu.

Wisteria: Co się, u licha, tam na dole dzieje?

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki