FANDOM


7. Biblioteka Vlada

03 października 2248 roku (Późno w nocy):

Wisteria powoli zjezdżała windą z Wieży Eiffla. Była zamyślona. Nieustannie przyglądała się księżycowi i gwiazdom.

Wisteria: Co mi dziś powiesz, srebrzysty księżycu? Ehhh.

Wysiadła z windy i poszła przed siebie. Kopnęła kamień, który leżał na jej drodze.

Wisteria: Co za dziwactwo. Zawsze, kiedy jestem zasmucona, rozmawiam z księżycem. A co więcej, zawsze wtedy jest. Jaki ten świat jest popaprany.

Wiał wiatr. Powiewał lekko włosami Wisterii. Nagle przywiał uschnięte płatki glicynii. Wplątały się jej we włosy.

Wisteria: Rozumiem. A więc jeszcze nie pora na to.

Uśmiechnęła się lekko.

Vincent: Nie pora na co?

Dziewczyna odwróciła się zdzwiona. Widząc chłopaka, ponownie się uśmiechnęła.

Wisteria: Nie ważne. Czasami... Po prostu wierzymy w nonsensy... A tak swoją drogą, gdzie zgubiłeś Rosemary?

Zdziwiła się. Chłopak był zakłopotany.

Vincent: Cóż...

03 października 2248 roku (Późno w nocy, w tym samym czasie):

Rosemary: Uhg, przeklęty dupek! Skoro zamierza robić przede mną tajemnice, sama sobie poradzę! Nie potrzebuję go!

Szła pewnie przed siebie. Nagle zatrzymała się. Spojrzała na budynek i zauważyła niewielki napis.

Rosemary: "Nadzieja matką głupich, wiara matką potępionych."

Uderzyła z całej siły w ścianę budynku, która zawaliła się. Poszła dalej.

Rosemary: "Bzdura. Nie zwariowałam. Jeżeli Evangelina mówi, że trzeba zachować nadzieję, to ja jej wierzę... Bez względu na wszystko!"

Nagle stanęła, jak słup soli ze zszokowaną miną.

Rosemary: "Przecież... Przecież na skrajach Paryża znajduje się miejsce, które wytwarza zakłócenia elektromagnetyczne! Cholera! że też nie pomyślałam o tym wcześniej!"

Biegła w nadludzkim tempie w kierunku tajemniczego miejsca.

Rosemary: "Do tej pory unikaliśmy go z innymi, bo prowadzi do interferencji naszego fightart.. Ale teraz wszystko nabiera sensu! Pomszczę Cię... Evangelina."

Po jej policzku pociekła łza.

03 października 2248 roku (Późno w nocy, w tym samym czasie):

Wisteria: To nie jest kawai. Uważam, że nie powinniście się tak często kłócić.

Vincent: Jesteśmy przeciwieństwami. Nie wymagaj od nas za wiele.

Wisteria: Ehhh. Mimo wszystko, martwię się o Rosemary.

Vincent: A co. Aż tak rzadko płacze, że powinniśmy się tym niepokoić?

Wisteria: Tak właściwie, to nie o to chodzi. W nocy zaczęłam wyczuwać duże zmiany w jej polu biomagnetycznym.

Vincent: Co przez to rozumiesz?

Po cichu stanął za nimi Wyvern i podsłuchiwał.

Wisteria: W nocy zaczęła wytwarzać fale o bardzo... cóż, nawet nie wiem, jak to określić. O bardzo nietypowej częstotliwości. Innej, niż zwykle. Sądziłam, że może się czymś martwi, że może jest zła, ale to nie to. Jej fale mózgowe przez cały czas... Bardzo przypominają te, które wytwarzamy podczas fazy rem, ale też nie do końca. Co więcej, odbieram wrażenie, jakby jej pole biomagnetyczne było... Podwójne.

Vincent: Podwójne? Masz na myśli coś w stylu opętania?

Wisteria: Sama nie wiem. Głupoty gadam, prawda?

Zaśmiała się głupio.

Wyvern: A więc to prawda.

Wisteria i Vincent odwrócili się.

Wisteria: Oh, Wyvern! To Ty! Nie strasz mnie tak! Rozkojarzyłam się i nie wyczułam Twojej obecności!

Wyvern: Gdzie jest Rosemary?

Vincent: Nie mamy bladego pojęcia. Znowu zaczęła odstawiać sceny i gdzieś polazła.

Wyvern: Nie powinniście zostawiać jej teraz samej.

Wisteria: A coś się stało?

Wyvern spojrzał na nią bardzo poważnym wzrokiem.

Wyvern: Evangelina.

Wisteria się zdziwiła.

Wisteria: Czemu... Czemu nawołujesz do tak starej historii z życia Rosemary?

Wyvern: Musicie ją odnaleźć, bo może wpaść w kłopoty. Ja zostanę tu i przypilnuję Vipera.

Wisteria: Ale...

Wyvern: Idźcie już!

Dziewczyna złapała Wampira za rękę i w nadludzkim tempie pociągneła go za sobą. Oboje biegli.

Vincent: Gdzie my biegniemy?

Wisteria: W miejsce, gdzie znajduje się Rosemary.

Vincent: Jejku. Jesteś w stanie określić jej dokładne położenie? A więc lifeart emituje aż tak potężne połaci energii, że...

Wisteria: Mylisz się. Gdybym potrafiła wyczuwać tylko cudze lifeart, nie byłabym w stanie zlokalizować jej dokładnego położenia na taką odległość. Rosemary jest bardzo daleko. Kieruje się na skraja miasta. Wyczuwanie cudzego lifeart obejmuje jeden kilometr kwadratowy. Moje wyczuwanie pola biomagnetycznego obejmuje sto kilometrów kwadratowych. W dodatku... Wyczuwam także emocje i stany danej osoby.

Vincent: "Niesamowite."

Wisteria: Poza mną, o tej zdolności jednak wiedział tylko Wyvern. Byłabym wdzięczna, gdybyś zachował to dla siebie.

Vincent: Nie rozumiem. Czemu wstydzisz się tej mocy?

Wisteria: Nie każda istota jest w stanie pogodzić się z faktem, że mogę ujrzeć jej najgłębsze zakamarki. Zrozumieć uczucia czy ocenić prawdomówność. To takie... Nie kawai. Widzę w innych więcej, niż powinnam.

Vincent: "Cóż. Z pozorów wydaje się niewinna i bezbronna, a jest najprawdopodobniej najsilniejsza z nich wszystkich... Z resztą. Miałem na to żywy dowód, walcząc z nią... To był koszmar."

Nagle dziewczyna zatrzymała się. Była zdenerwowana.

Vincent: Czy coś się stało, Wisteria?

Wisteria: "Dlaczego... Dlaczego ona się tam kieruje. Tam jest przecież niebezpiecznie. Mieliśmy unikać tamtego miejsca."

Vincent: Wisteria?

Wisteria: Cóż. Rosemary po prostu znów robi coś głupiego. Nie odczuwam już jej pola przez zakłócenia elektromagnetyczne.

Wampir spoważniał.

Vincent: "A więc jednak postanowiła odnaleźć ją, mimo wszystko. Co za idiotka."

Znów biegli w nadludzkim tempie.

03 października 2248 roku ( Późno w 'nocy, w tym samym czasie):

Kobieta stała przed ogromnym, starym budynkiem z cegły. Niebo było nienaturalnie zachmurzone. Od czasu do czasu słychać było grzmoty. Wiał bardzo mocny wiatr.

Rosemary: A więc to nietypowe pole magnetyczne nasiliło się w ciągu ostatnich lat. Warunki pogodowe wskazują na burzę magnetyczną. Muszę się pośpieszyć, jeżeli chcę coś znaleźć.

Weszła po schodkach i otworzyła stare, drewniane drzwi. Weszła do środka. W środku widać było stare meble. Znajdowało się tam także bardzo dużo wypalonych świec. Wszystko było zakurzone.

Rosemary: Ciekawi mnie, kto tu mieszkał. W świecie tak zaawansowanym technologicznie takie budynki i meble, a przede wszystkim sposób życia, były rzadkością.

Rozglądała się. Chwilę później, weszła do salonu. Sprawdzała książki na regale.

Rosemary: "Może to, jak w tych starych filmach przygodowych. Kiedy pociągniesz za książkę, uda Ci się znaleźć tajne pomieszczenie."

Nagle zielonkawy piorun uderzył w ziemię na zewnątrz. Kobieta wystraszyła się.

Rosemary: "Cholera! Co tu się dzieje!?"

Podeszła do okna. Zauważyła, że w stronę budynku biegną Wisteria i Vincent. Zdenerwowała się.

Rosemary: "Szlag! Tylko tego było potrzeba!"

Wyszła z budynku i stanęła zdegustowana na przeciw przyjaciół.

Rosemary: Nie przypominam sobie, abym prosiła Was, żebyście szli za mną.

Wisteria: Rosemary! Jak w ogóle możesz tak mówić!? I co Ty tutaj robisz! Mieliśmy umowę, że.

Rosemary podeszła do Vincenta i uderzyła go w twarz.

Rosemary: Jak mogłeś ją tu przyprowadzić ze sobą.

Vincent: Ja...

Rosemary: Jesteś taki nieodpowiedzialny, że...

Chciała znów uderzyć chłopaka w twarz.

Wisteria: Dosyć tego!

Złapała kobietę za rękę.

Rosemary: Wiste...

Wisteria: To Ty cały czas zachowujesz się nieodpowiedzialnie... A nie on! Dlaczego najpierw mówisz, że musicie coś załatwić, każesz mi iść bez pytań, a później uciekasz w takie miejsce!? Po co to wszystko!?

Miała łzy w oczach.

Rosemary: Wisteria. Nic nie rozumiesz.

Wisteria: Racja. Racja, Rose. Nic nie rozumiem. Od kiedy tylko się tu pojawiłam, nie rozumiem nic, bo cały czas szepczesz po kątach... Czuję się... Czuję się potwornie.

Rosemary była zdziwiona. Podeszła do dziewczyny i ją przytuliła.

Rosemary: Po prostu są sprawy, w które nie chcę Cię wciągać. I tak masz już dużo swoich problemów. Wole sama nosić swój bagaż i...

Vincent: Idiotka.

Parsknął.

Vincent: Czy Ty i Wisteria nie przyjaźnicie się? A więc dlaczego nie potrafisz na niej polegać?

Rosemary: To nie tak!

Vincent: A jak?

Rosemary: Cóż...

Vincent: Przyjaciele... Przyjaciele powinni zawsze razem przeżywać każdą radość i smutek. Bez względu na wszystko, na przyjaciołach możesz zawsze polegać. I naprawdę, po wydarzeniach z przed wczoraj, rozumiem Cię w pewnych sprawach... Ale nie we wszystkich... Dlaczego przyszłaś tu sama?

Rosemary: Bo Ty...

Vincent: Racja. Nie chciałem powiedzieć Ci o tym miejscu. Mój błąd. Powinienem był się domyślić, że weźmiesz sprawy w swoje ręce. Ehhh.

Kobieta uderzyła chłopaka w głowę.

Rosemary: Nienawidzę, kiedy ktoś wtrąca mi się w słowo!

Wisteria: W-Więc... Zamierzacie mi powiedzieć, co tutaj się dzieje?

Spojrzeli oboje na dziewczynę.

Rosemary: Po...

Vincent: Jasne. Pragniemy zrozumieć, dlaczego Rosemary śnią się ostatnio koszmary.

Kobieta była zszokowana.

Rosemary: "Skąd... Skąd on o tym wie!?"

Wisteria: W takim razie, czemu nie powiedzieliście mi o tym wcześniej? 

Vincent: Rosemary wstydziła się, że nawiedzają ją lęki z dzieciństwa.

Rosemary: Słucham!?

Zaczerwnieniła się.

Vincent: A, że w przeszłości interesowałem się strukturą snów, chciała udać się do mnie do domu, aby zdobyć potrzebną książkę... "Nie sądziłem jednak, że uda się jej odnaleźć to miejsce.". Tak czy siak, dawno mnie tu nie było, więc przydałaby się nam Twoja pomocna dłoń, Wisteria.

Wyciągnął rękę do dziewczyny. Ta uśmiechnęła się i podała mu swoją.

Wisteria: Uhm. Pewnie, że pomogę.

Rosemary: "Jego... domu?"

Vincent: Tak więc, nie przejmuj się. A teraz wejdźmy do środka i zajmijmy się poszukiwaniami książki, dobrze?

Dziewczyna zaczerwieniła się.

Wisteria: T-tak jest!

Złapała za rękę Rosemary i skierowali się w kierunku starego domu.

Rosemary: "Co... Co tu jest grane, Vincent!?"

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki