FANDOM


6. Ból wspomnień

02 października 2248 roku (Wieczorem):

Rosemary siedziała nad brzegiem Sekwany. Spoglądała na zachodzące słońce. Wiatr lekko muskał jej włosy. W pewnym momencie, liść wplątał się jej we włosy. Delikatnie go wyplątała i wrzuciła do Sekwany. Poleciał lekko, niczym piórko.

02 października 2248 roku (Kilka godzin wcześniej):

Rosemary: Rozumiem. A więc sądzisz, że to może być prawda?

Wyvern: Przekraczając granice Paryża, zwiedzałem wiele miejsc tego świata i poznałem wiele stworzeń. Są istoty, które w to wierzą, a inne kategorycznie zaprzeczają. Ja jednak myślę, że to Rebelland. Tutaj wszystko jest możliwe... Oni nie mogą wtrącać się w nasze sprawy, jednak czasami to robią.

Rosemary: A więc co powinnam zrobić?

Wyvern: Ja nie wiem. Nie potrafię się ustosunkować w tej sprawie. Powinnaś zaufać intuicji, tak myślę.

02 października 2248 roku (Ponownie, wieczorem):

Rosemary: "Ugh. Przeklęte dupki. Ciągle tylko gadają o intuicji. Mam dość. Chyba jeszcze nigdy nie byłam aż tak zmieszana. Mam mętlik w głowie."

Wisteria: Nad czym tak rozmyślasz?

Podeszła do kobiety. Trzymała w ramionach pełno kociąt. Rosemary spojrzała na nią zdegustowana.

Rosemary: Nie zamierzasz chyba ich wszystkich przygarnąć, prawda?

Dziewczyna głupio się zaśmiała.

Wisteria: Cóż...

Kobieta zauważyła Vincenta.

Rosemary: A więc jesteście razem?

Wisteria: Razem!? Jak to razem!? My tylko...

Vincent: Tak.

Wisteria: "Jak to tak!?"

Zaczerwieniła się.

Vincent: Postanowiliśmy się trochę przejść. Wisteria oprowadziła mnie po tych wszystkich ruinach. To niewiarygodne, że dzielnice Paryża dzielą się na te kompletnie pozbawione życia i te, w których aż od niego emanuje, jak to tutaj.

Wisteria: Mówiłam Ci przecież, że nie wszędzie zdewastowali środowisko naturalne! W niektórych miejscach, ekosystem naal trzyma się dobrze!

Rosemary wstała, złapała Wampira za rękę i ciągnęła za sobą.

Wisteria: Rose?

Rosemary: Nie zrozum mnie źle, Wisteria, ale muszę coś załatwić z Vincentem.

Wisteria: Ale... Ale jak to? Mieliśmy się dzisiaj przejść, bo jest bardzo ładna pogoda i...

Rosemary: Nie tłumacz sobie tego, jako bycie niemiłą czy chamską. Po prostu musisz dać nam czas... A jeżeli chodzi o kocięta... Jeżeli tylko dobrze się nimi zajmiesz, to możesz zatrzymać je wszystkie.

Wisteria: No... Dziękuję.

Pobiegła zawiedziona z kociętami w kierunku Wieży Eiffla.

Vincent: Na co dać nam czas?

Kobieta prowadziła go w przeciwnym kierunku.

Rosemary: Ty i Wisteria nie powinniście spędzać ze sobą tyle czasu. I nie chodzi mi tu wyłącznie o Twój wampiryzm...

Vincent: A więc o co?

Rosemary: Domyśl się, dupku.

Uderzyła go w głowę.

Vincent: Przesadzasz. Nasze...

Rosemary: Gdzie znajduje się Biblioteka Vlada?

Wampir ucichł i stanął, jak słup soli. Wyrwał się z ręki Bazyliszka i spojrzał na nią nieufnie.

Vincent: Nie wiem, o czym mówisz.

Kobieta zdenerwowała się i złapała go za kołnierz.

Rosemary: Ty bydlaku, dobrze wiesz, o czym mówię!

Vincent: Twoja pycha jest frustrująca. Notorycznie zachowujesz się tak, jakbyś była lepsza od innych... Czasami zastanawiam się, czy Ty kiedykolwiek miałaś jakichś przyjaciół, bo nie umiesz nikogo dobrze traktować.

Kobieta puściła jego kołnierz i po chwili uderzyła go w twarz.

Rosemary: Co Ty możesz wiedzieć o czyjejś samoocenie znając tą osobę ledwo kilka dni? Co możesz wiedzieć o cudzych relacjach, skoro ledwo znasz czyjś życiorys? Nic o mnie nie wiesz. Nic. Więc zamilcz.

Po jej twarzy pociekła łza. Wampirowi zrobiło się głupio. Kobieta pobiegła, w nadludzkim tępie, przed siebie. Była zła. Gdy była już wystarczająco daleko od chłopaka, upadła na kolana i roniła łzy.

Rosemary: "Przeszłość...Czy naprawde tak bardzo sie zmieniłam?"

5 lipca 2022 roku (226 lat wcześniej):

Rosemary i Evangelina były w kawiarni. Pierwsza kobieta konsumowała apetyczne ciastko malinowe. Druga zaś piła kawe. Obie śmiały się i głośno rozmawiały.

Evangelina: Ale do dziś nie mam bladego pojecia, o co mu chodziło.

Śmiała się.

Rosemary: Dla mnie to wszystko wygląda jednoznacznie...

Łypnęła na Evangeline jednym okiem. Kobieta patrzyła na jej ciastko z blaskiem w oczach. Po jej brodzie ciekła ślina.

Evangelina: Jeeeeejciuuuu!

Rosemary: Idiotka! Mówiłam Ci, żebys też zamówiła sobie ciastko! Dlaczego nigdy mnie nie słuchasz!?

Evangelina: Nie ma mowy! Moje postanowienie jest takie, że chcę schudnąć kilka kilogramów. Ciastko napewno mi w tym nie pomoże.

Rosemary: I właśnie to czyni Cię idiotką... Nie rozumiem, po co chcesz chudnąc. Masz takie boskie ciało, że niejedna dziewczyna mogłaby Ci pozazdrościć.

Evangelina: Ale żadna tego nie robi.

Rosemary: Idiotka... Ja Ci zazdroszczę.

Wzięła wielką porcję ciastka do buzi.

Evangelina: Dziękuję. Nie musisz jednak kłamać. Zawsze, kiedy bierzesz takie wielkie porcje do buzi, wiem, że nie do końca myślisz to, co mówisz.

Rosemary: Idiotka!

Zaczerwieniła się.

Evangelina: Ja wiem, że są grubsi. Ale każdy ma jakieś swoje ośrodki samorealizacyjne. Ja mam taki, że chcę jeszcze chudze ciało. Poza tym nie lubię tak bardzo malin... Jak wisienek!

Ponownie bo jej brodzie zaczęła ciec ślina.

Rosemary: Przestań sie ślinić!

Zdenerwowała się. Wstała, wytarła brodę Evangeliny serwetką, po czym usiadła ponownie.

Rosemary: A wracając do dyskusji o samorealizacji, to ten Twój ośrodek samorealizacyjny, to nic innego, jak wyniszczanie się.

Evangelina: Człowiek, którego ciało pozostaje w stanie głodowym, żyje dziesięć, piętnaście lat dłużej...

Rosemary: Gadanie. A gdzie radość z życia?

Evangelina: Nie chcesz długo żyć?

Rosemary: Cóż, dla mnie liczy się jakość, nie długość.

Evangelina: A mimo to nie uczysz się tak, jak powinnaś i sobie tą jakość sama zmniejszasz.

Rosemary: Gdybyś siedziała w szkole tyle, co ja i pisała tyle referatów, też nie miałabyś już do tego wszystkiego siły. Mam wykonać dziesięciostronowy referat na temat kuchni meksykańskiej.

Evangelina: Ale przecież sama wybrałaś sobie taką szkołę, a nie inną. Poza tym, ja też piszę pełno referatów.

Rosemary: No tak, wiem, ale nie macie aż takich obszernych, jak my. Ehhh. Wolę wykorzystywać swoją wiedzę w praktyce i coś pichcić.

Evangelina: Rozumiem Cię. Ja ostatnio mam dużo do zakuwania, szczególnie z memetyki.

Rosemary: Memetyka? Przecież to łatwe.

Evangelina: Też mi się tak wydawało, zanim zaczął się cały elitaryzm, egalitaryzm, spadek entropii ludzkiej i... Ach, nie mam do tego już głowy.

Rosemary: A mi prawisz kazania.

Evangelina: Bo Ty jesteś leń! Nie uczysz się nawet wtedy, kiedy powinnaś. Ja spełniam swoje obowiązki.

Rosemary: Dobrze, Pani psycholog.

Nastała chwila ciszy.

Rosemary: Mogę... Mogę zadać Ci pytanie, Eva?

Evangelina: Uhm. Jasne.

Rosemary: Czy Ty... Boisz się?

Nastąpiła ponowna chwila ciszy. Wiatr muskał włosy obu kobiet. Evangelina odłożyła kawe i wstała.

Evangelina: To nie tak, że jestem beztrosko wesoła i nie odczuwam strachu... Chyba każdy z nas, w takiej sytuacji, odczuwa strach. Nie jestem jakimś yjątkiem. Próbuje jedynie zapomnieć o okrutnej rzeczywistosci. Tylko tyle.

Rosemary: Ja nie potrafie... Cały czas, kiedy słucham wiadomości dotyczących Stanów Zjednoczonych, to...

Evangelina: Nie myślmy o tym, Rose. To zbyt okrutne. Miałyśmy spędzić dzień szcześliwie. Nie zamartwiajmy sie dzisiaj.

Rosemary: Uhm. Racja.

Evangelina: A ja chyba jednak rzeczywiście wezme to ciastko.

Zaburczało jej w brzuchu.

Evangelina: Jestem głodna, jak wilk.

Wstała i podeszła do lady. Rosemary 

Rosemary: "Chciałabym z całego serca, żeby sie to jakoś ułożyło."


Nagle rozeszły się krzyki ludzi. Doszedł do tego widok zawalajćych się budynków. Ogromne maszyny dewastowały całe miasto.

Rosemary: A więc w końcu i my.

Wstała. Podbiegła do niej Evangelina, złapała ją za reke i pociągneła za sobą.

Rosemary: Gdzie my uciekniemy, Eva? Nie ma ucieczki. Polegniemy, jak i reszta świata.

Evangelina: Jak najdalej stąd! Nie możemy tu pozostać! Ukryjemy sie gdzies, do czasu, gdy to wszystko przejdzie!

Biegły zdenerwowane. Evangelina spojrzała za siebie. Maszyny były coraz bliżej ich. Ginęło wiele ludzi.

Rosemary: Naprawdę... Naprawde sądzisz, że z tego wyjdziemy?

Evangelina: Trzeba wierzyć... Jeżeli nie, to...

Budynek stojący przed nimi zawalił się. Wyłoniła się z niego ogromna maszyna, wysoce rozwinięta technologicznie. Okrągła kapsuła na jej czubku otworzyła się.

Evangelina: Stój za mną, Rose.

Podniosła długi pręt z ziemi i spojrzała złowrogo na przybyszów. Z maszyny wyszły Wilkołaki.

Coco: Dzień, jak codzień.

Wyszedł pewny siebie. Za nim wydostała się trójka innych Wilkołaków.

Evangelina: A więc tak wyglądają te potwory. Jak coś takiego... Może niszczyć nasz świat...

Wilkołak 3: To nigdy nie był Wasz świat.

Evangelina usłyszała za sobą głos. Próbował uderzyć kobiete, jednak ta odskoczyła. Następnie uderzył Rosemary i odrzucił ją na kilka metrów.

Evangelina: Ty bydlaku!

Podbiegła do stworzenia, skoczyła wysoko do góry i zadała mu cios prętem w głowe. Po jego twarzy pociekła krew.

Morpheus: Silna jest.

Był rozespany i ziewał.

Coco: Jak dla mnie, to tylko kolejny, próżny człowieczek.

Biegł w jej kierunku.

Evangelina: Nienawidzę przemocy, ale...

Ni stąd ni z owąd, uderzyła Wilkołaka prętem w brzuch. Ten upadł.

Evangelina: Naprawdę, tylko tyle sobą reprezentujecie!? Coś tak słabego niszczy ten świat!?

Chuck: Kim Ty jesteś?

Evangelina: Evangelina Likincherry. Ale to i tak nie istotne. Nie pozwolę Wam...

Rosemary: Evangelina, uważaj!

Ziewający Wilkołak wystrzelił w jej strone rakietnicę. Wydostawał się z niej dziwny, zielonkawy gaz. Rosemary wywróciła Evangelinę, przyjmując pocisk na siebie.

Evangelina: Rose!

Morpheus: Znajcie swoje miejsce.

Rosemary: Co... Co sie ze mną dzieje!?

Wygląd dziewczyny drastycznie sie zmieniał. Kości przemieszały się i wyrastały, rozrywając jej skórę. Ta z kolei nabierała zielonkawego koloru.

Rosemary: Kurwa!

Zwijała sie z bólu.

Morpheus: Słyszeliście kiedyś o czymś takim, jak chimeryzm? Bardzo ciekawe zjawisko synchronizowania się dwóch organizmów w jeden. W tym momencie doświadczasz czegoś niezwykłego. Doświadczasz efektu chimerycznego. Struktura Twojego DNA, w zasadzie, nie zmienia się. Stajesz się połączeniem dwóch taksonów, pomiędzy którymi powstaje symbioza... Od dziś jesteś chimerą... Chimerą gada i człowieka.

Evangelina: Draniu!

Morpheus: Chciałabyś być na miejscu koleżanki. Pomimo faktu, że stanie się królikiem doświadczalnym... Przeżyje.

Evangelina: Nikt... Nikt nie będzie bezkarnie krzywdził moich przyjaciół.

Podniosła się lekko i spojrzała złowrogo na Wilkołaka.

Morpheus: Wydaje Ci się, że możesz wszystko, prawda? Ale w tej sytuacji jesteś, jak mrówka prosząca o uwagę słonia.

Rosemary: Eva...

Evangelina odwróciła się w stronę przyjaciółki. W tym momencie jeden z Wilkołaków przebił ją na wylot prętem. Pluła krwią.

Wilkołak 3: Tak kończy żywot mrówka o zbyt dużych ambicjach.

Uniosł ją do góry na precie. Kobieta krzyknęła z bólu. Rosemary wstała i chciała podbiec do przyjaciółki, jednak została złapana w dziwną, przezroczystą bańkę i przetransportowana na pokład maszyny.

Rosemary: Evangelina... Cholera... Wypuście mnie.

Wilkołak przepychał pręt przez wnętrzności kobiety. Ta niewyobrażalnie krzyczała.

Rosemary: Zostawcie ją... Przestańcie ją męczyć...

Wilkołak złapał Evangelinę za głowę. Poległa kobieta lekko przekręciła głowę i spojrzała na Rosemary.

Evangelia: Jeżeli Rose przeżyje... To nie martwię się... Cieszę się, że przynajmniej ona będzie mogła być szczęściwa...

Stwór oderwał jej głowę.

Rosemary: Eva...

Była zmęczona. Ledwo co miała siłę się ruszać. Po jej policzku pociekła łza. Jej twarz zaczynała być bezuczuciowa.

Morpheus: Odpocznij, kobieto. Kiedy się obudzisz, wszystko zyska nowe znaczenie.

Wyszedł z pokładu maszyny i podszedł do reszty Wilkołaków.

Wilkołak 3: Nienawidzę, kiedy te ścierwa bawią się w szlachetną śmierć... Nic mnie bardziej nie wkurwia.

Coco: Już odpuść sobie. Najważniejsze, że nikt nie potrafi się nam przeciwstawić.

Morpheus: I mówi to ktoś, kogo człowiek potraktował, jak zwykłą szmatę.

Coco: Siedź cicho! Ona...

Wilkołak 3: Zamknij się, Coco. Jak zwykle, bezproduktywnie się tłumaczysz. Trzeba zająć się resztą i zebrać króliki doświadczalne.

Rosemary spojrzała kątem oka na rozmawiające Wilkołaki. Zaczynała zasypiać.

Rosemary: "Pewnego... Pewnego dnia... Zapłacicie za to... Kurwy."

Zasnęła.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki