FANDOM


5. Evangelina

02 października 2248 roku (Wcześnie rano):

Świeciło słońce, niebo było błękitne. Ptaki ćwierkały. W jednym z pokoi leżała Wisteria. W pewnym momencie otworzyła oczy i uniosła lekko głowę. Kiedy zobaczyła widok zza okna, na jej twarzy pojawił się uśmiech.

Wisteria: "Jaki dzisiaj piękny dzień. Dzięki Bogu. Mam nadzieję, że wszyscy poczują się przez to lepiej. Kawai!"

Wstała i wybiegła z pokoju, aby sprawdzić, co u innych. Nagle złapała sie za brzuch.

Wisteria: "Ugh. Chyba nadal mam pozostałości z wczorajszej walki. Może nie powinnam jeszcze wychodzić z łóżka."

Rosemary: Wisteria? Dzień dobry.

Wisteria: Rosemary? Co Ty tutaj robisz tak wcześnie?

Rosemary: Nie mogłam spać. Bałam się, że ktoś z Was będzie potrzebował pomocy. Jestem najmniej poturbowana, więc to naturalne, że postanowiłam się tym zająć.

Wisteria: Cóż. Nie powinnaś się tak przemęczać, mimo wszystko.

Rosemary: Nic mi nie będzie. Ważne jest, żebyście Wy wszyscy wyzdrowieli.

Wisteria zeszła powoli po schodach. Posmutniała.

Wisteria: A co u Vipera?

Rosemary: Nadal sie nie obudził.

Napiła się kawy. Podeszła do okna i spojrzała na niebo.

Wisteria: Mam nadzieję, że wyzdrowieje.

Rosemary: Nie tylko Ty.

Vincent: Wy też nie możecie już spać?

Wisteria: Oh! Vincent!? Nie spodziewałam się Ciebie! Ja... Ja jeszcze jestem w piżamie! Przepraszam! Nie powinnam!

Vincent: Spokojnie. Nic się nie stało.

Rosemary: Musisz wybaczyć Wisterii. Jest nieco... Wstydliwa.

Dziewczyna zaczerwieniła się. Spojrzała Wampirowi w oczy. Ponownie posmutniała.

Wisteria: Przepraszam...

Rosemary i Vincent zdziwili się.

Wisteria: Ja... Ja nie wiem, dlaczego, ale odnoszę wrażenie, iż powinnam Cię przeprosić, Vincent.

Wampir uśmiechnął się.

Vincent: Nie rozumiem, czemu przepraszasz. Wszystko jest w porządku.

Wisteria: Ja też nie. Mam wielką dziurę w pamieci. Nie pamiętam za bardzo, co się wczoraj wydarzyło. Nawet nie wiem, dlaczego. Wiem tylko, że znów przybyli RullingRose'owie i namieszali i... Poważnie zranili Vipera i Wyverna.

Vincent: Naprawdę, nic się nie stało.

Rosemary: Wisteria. Mogłabyś pójść i określić stan Vipera i Wyverna?

Wisteria: Tak! Już biegnę!

Pobiegła schodami w dół, do pokoi Bazyliszków. Wampir podszedł do Rosemary.

Vincent: Ona naprawdę nic nie pamięta?

Rosemary: Nie. Kiedy wraca z powrotem do siebie, pamięta wszystko. Kiedy jednak zaśnie, następnego dnia nie pamięta już nic. Odrzuca autobiograficzne wspomnienia. Pamięta tylko rzeczy, które nie dotyczą jej. Dlatego tworzy się błedne koło. Za każdym razem, kiedy wytłumaczę jej alterego, że to złe, co robi, ona o tym zapomina... A ono znów powraca.

Vincent: Nie Byłoby lepiej po prostu jej tego przypomnieć? Myślę, że...

Rosemary: Wyparcie czasami ratuje od obłędu. Nie wiemy, jakby zareagowała, jeżeli uświadomiłaby sobie, co zrobiła dotychczas jej osobowość wtórna. Jeżeli za każdym razem wypiera te wspomnienia, oznacza, że tak musi być. Nie powinnismy w to ingerować. Możemy wyżądzić jeszcze gorsze szkody

Vincent: Może i masz rację. Tak, czy siak, współczuję jej. To musiało być dla niej ciężkie przeżycie, skoro skończyła w taki sposób.

Rosemary: Każdy z nas, nie tylko ona, przeżył coś okrutnego w przeszłości... I to połączyło nasze serca. Ja, Viper, Wyvern i Wisteria... My wszyscy straciliśmy naszych najbliższych. I tylko nam udało się uciec z obozów, zanim wszystkich złapanych wywieziono z Paryża... I to nas łączy. Ból przeszłości.

Vincent: Ból przeszłości, powiadasz? A więc jak wygląda Twoja przeszłość, Rosemary?

Kobieta odeszła od okna i szła schodami w górę.

Rosemary: Pewnego dnia opowiem Ci swoją historię, dupku.

Napiła się kawy i zniknęła za drzwiami. Weszła do swojego pokoju, siadła na łożku i spoglądała przed siebie. Była zamyślona.

Rosemary: "Może powinnam zrobić sobie drzemkę, chociaż na kilka minut. Wisteria ma rację, nie mogę się przemęczać, bo stanę się dla nich problemem."

Połozyła się. Chwilę później, zasnęła.

Evangelina: Rosemary!? Rosemary!?

Bazyliszek otworzył lekko oczy.

Rosemary: Kim... Kim Ty...

Evangelina: Rose!

Rosemary spanikowała i odsunęła się od kobiety, która miała znajomy głos. Rozejrzała się wokół. Siedziała w piaskownicy. Obok niej znajdowały się zabawki. Była na placu zabaw, który znajdował się na tyłach jej rodzinnego domu w Paryżu. Po ulicach chodzili ludzie, jak gdyby nigdy nic, a miasto wyglądało, jak kiedyś.

Rosemary: Jak... Jak to możliwe! To jakieś oszustwo!

Evangelina: Rzeczywiście. Nie jest do końca tak, jakby się wydawało.

Rosemary: Eva!? Czy to naprawdę Ty!? "Po co zadałam to głupie pytanie. Przecież to oczywiste, że to tylko sen. Muszę się uspokoić".

Evangelina: To niesłychane, że potrafiłaś odtworzyć cały ten krajobraz, co do szczegółu. Umysł, to jednak rzeczywiście potężna rzecz.

Rosemary: Jak to potrafiłam odtworzyć?

Evangelina: Krajobraz, w którym dzieje się akcja, to Twoja projekcja. To bardziej skomplikowane, Rose. Nie przybyłam tutaj na pogaduchy, lecz na poważną rozmowę.

Rosemary: Ale ja nic z tego nie rozumiem... Przecież Ty...

Evangelina: Umarłam. Zgadza się. To jednak także nie jest rozmowa na dziś.

Rosemary: A wiec skąd mam mieć pewność, że to nie jest zwykły sen?

Evangelina: Intuicja. W zasadzie, nie mogę Ci udowodnić w żaden sposób, że to prawdziwa ja. Po prostu musisz mi zaufać.

Rosemary: Moją podstawową zasadą jest nie ufać nazbyt innym. A więc mam złamać to ze względu na jakiś tam sen? Niedorzeczność.

Evangelina: Ehhh. Nic się nie zmieniłaś, pomimo upływu ponad dwóch stuleci. Zawsze byłaś uparta i posiadałaś te swoje zasady... Które niekoniecznie pokrywały się z rzeczywistością.

Rosemary: Słyszałam, że przyszłaś tu na poważną rozmowę, a nie pogaduchy, a więc nie wytykuj mi wad, tylko przechodź do konkretów. Słucham, co masz do powiedzenia, o wielka Evangelino.

Evangelina: Rozumiem. A więc nawet nie tyle, co nie możesz, co po prostu nie chcesz uwierzyć we mnie...

Rosemary: Głowa zaczyna mnie strasznie boleć.

Złapała sie za głowe.

Evangelina: Ehhh. Fakt, że boli Cię głowa świadczy, że nie mam za wiele czasu. Muszę znikać, zanim wyrządze trwałe szkody w Twoim synapsach.

Rosemary: A Ty ciągle swoje.

Evangelina: Musisz odnaleźć Bibliotekę Vlada. Tylko w taki sposób uda Wam się przedtrwać.

Rosemary: Przetrwać... Powiadasz? Jestem coraz mniej przekonana, czy w tym świecie da się rzeczywiście przetrwać.

Evangelina: Jak nisko musiałaś upaść, żeby zacząć porzucać nawet ostatnią nadzieję.

Podeszła do kobiety i przytuliła ją.

Rosemary: Dwieście lat, bezproduktywnych lat, robi swoje, nie?

Evangelina: Po prostu zaufaj mi. Uda się wam.

Odsunęła sie od Bazyliszka i zaczęła płonąć. Rosemary obudziła się. Była cała spocona. Ponownie siadła na łożku i rozmyślała.

02 października 2248 roku (Południe):

Wisteria: Oh, Wyvern! Zjedz jeszcze trochę!

Wyvern: Nie chcę!

Wisteria: No zjedz, za mnie!

Wyvern: Nie! Już tamta łyżka była za Ciebie i miała być ostatnia! Jesteś zwyczajną kłamczuchą!

Wisteria: Musisz jeść, Ty dupku!

Wcisnęła mu na siłę łyżkę z zupą do buzi. Mężczyzna oburzył się.

Wisteria: Kawai!

Uśmiechnęła się i odstawiła zupę.

Wisteria: Może rzeczywiście masz rację. Nie będę Cię już dzisiaj dręczyła jedzeniem.

Wyvern: Nareszcie!

Ucieszył się i energicznie położył na łożku z ulgą.

Wisteria: Tak sobie dzisiaj myślałam...

Wyvern: Hmmm?

Wisteria: Kiedy wszyscy wyzdrowiejemy, może poszlibyśmy popływać z łódce po Sekwanie i połowić ryby? Jak za starych, dobrych czasów.

Wisteria: Z Tobą, jak z dużym dzieckiem, Wisterio. 

Dziewczyna oburzyła się. Wyvern uśmiechnął się do niej.

Wyvern: Spędzanie wspólnie czasu może rzeczywiście byłoby dobrym pomysłem. Poznałabyś lepiej tego chłopaka, którego przyprowadziła Rosemary. Lubisz go, jak widzę.

Dziewczyna zaczewnieniła się. 

Wisteria: Su-sugerujesz coś?

Wyvern: Ależ oczywiście, że nie. Ja tylko...

Ktoś zapukał w futrynę.

Vincent: Przeszkadzam?

Dziewczynie przeszły ciarki po plecach, kiedy tylko usłyszała jego głos.

Wisteria: Vi-Vincent!? Podsłuchiwałeś!?

Vincent: W zasadzie, to nie.

Dziewczyna odetchnęła z ulgą.

Wyvern: Wisteria chciała Cię po prostu zapytać, czy...

Wisteria zatkała mężczyźnie usta.

Vincent: Czy?

Wisteria: On nadal źle się czuje i coś majaczy. Lepiej dajmy już mu spokój.

W nadludzkim tempie podbiegła do Wampira i pociągnęła go za rękę, wyprowadzając go z pokoju Wyverna. Chwilkę później, do pokoju weszła Rosemary.

Wyvern: Rosemary? Chciałaś coś?

Kobieta podeszła do okna i zamknęła je. Zasunęła firanki, a następnie siadła na łóżku, obok Wyverna.

Wyvern: Co Ty odczyniasz?

Rosemary: Chciałam Cię tylko zapytać o coś.

Mężczyzna zdziwił się.

Rosemary: Opowiedz mi o...

02 października 2248 roku (Południe, jakiś czas później):

Wisteria i Vincent szli po alei. Słońce świeciło mocno, z drzew spadały kolorowe liście. Wiatr lekko powiewał. Dziewczyna biegała beztrosko, zbierając liście. Cały czas się uśmiechała.

Vincent: "Jaka ona beztroska. Chociaż, że wczoraj stoczyliśmy ciężką walke, zachowuje się, jakby zupełnie nic się nie stało."

Wisteria: Vincent! Patrz, co znalazłam!

Podeszła do chłopaka z małym, czarnym kociątkiem. Wampirowi przekrwiły się oczy. Potrząsnął głową.

Wisteria: Jejku, jaki on słodki! Kawai! Muszę go wziąć ze sobą!

Vincent: A Rosemary się na to zgodzi?

Wisteria: Mam taką nadzieję, bo...

Obejrzała się za siebie i ujarzała całe stado czarnych kociąt. Na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. W te pędy podbiegła do zwierząt i kucnęła. Vincent westchnął.

Vincent: Jak z dzieckiem. "Chyba jestem głodny. Ciekawe, czy zauważy, jak zjem jedno z nich."

Powoli podszedł, aby podebrać jednego kociaka. Nagle Wisteria odwróciła się i spojżała ze zdziwieniem na Vincenta. Wstała i była oburzona.

Vincent: "Czyżby domyśliła się, o co chodzi!? Znowu będzie powtórka z wczoraj!?"

Miał przerażoną minę. Dziewczyna z każdą chwilą była coraz bardziej oburzona. W końcu wybuchła.

Wisteria: Ja wiem, że też uważasz, że są słodkie i chciałbyś wymiętolić każdego z osobna, ale nie ma mowy! Wszystkie są moje! Ty egoisto!

Była zła. Wampir, z wystraszonego, zmienił się na zdziwionego. Oburzona dziewczyna wzięła wszystkie kociaki na ręce i poszła przed siebie.

Vincent: Ej, zaczekaj!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki