FANDOM


3. Blask o zmierzchu

01 października 2248 roku (Wieczorem):

Rosemary, razem z Viperem i Wyvernem, wyskoczyli przez okno i za pomocą praw własności bestii, bardzo szybko trafili na dół. Vincent był pod wrażeniem ich mocy. Spojrzał na Wisterie. Była ona wystraszona i zmartwiona.

Vincent: Nie martw się. Napewno dadzą sobie radę.

Wisteria: To niedorzeczne. Jak mam się nie martwić... Ich przeciwnicy, to nie byle kto. To śmietanka kraju New Persia z rodu Rulinrose. Ich przeciwnicy, to...

01 Października 2248 roku (Wieczorem, w tym samym czasie):

Rosemary: Dżinny!

Biegła w nadludzkim tempie w kierunku wybuchu. Tóż za nią, biegli Viper i Wyvern.

Viper: Myślisz, że przyszli po odwet po ostatniej walce?

Rosemary: Nie sądzę. Tu chodzi o coś o wiele wiekszej wadze.

Wyvern: Ale o co takiego?

Rosemary: "Zapewne o Vincenta." Nie mam bladego pojecia. Ale pośpieszmy się. I pamiętajcie. bądźcie czujni. Wróg może nas zaskoczyć...

Nagle niebieska kula energii została wystrzelona w stronę Wyverna. Odepchnęła go na kilkadziesiąt metrów, lekko przypiekając.

Rosemary & Viper: Wyvern!

Byli zaskoczeni.

Wyvern: Spokojnie. Nic mi nie jest.

Alibaba: Nierozsądnie to tak spacerować o późnej porze. Zachodzące słońce przyciąga nocne lwy.

Rosemary: Lwy, powiadasz? Jak dla mnie, to nikczemne hieny.

Miała w oczach pogarde.

Alishar: Huh!? Co żeś powiedziała!?

Rosemary: Lwy nie chowają się w ukryciu, tylko stają do walki twarzą w twarz.

Parskneła śmechem.

Viper: Pojawiacie sie tu co jakiś czas. Za każdym razem próbujecie nas wybić. Ale to niedorzeczne. Nasze doświadczenie bitewne przekracza Wasze. Bez względu na to, jaką moc posiadacie, Wasze poczynania są bezcelowe. Tak więc, odejdzcie stąd.

Alishar: Do mnie to mówisz, skurwielu!?

Alibaba: Naprawde tak uważasz?

Rosemary: Pfff! Śmieci!

Alishar: Powiedz mi to prosto w twarz, jebana dziwko!

Wyskoczył rozwścieczony z ukrycia. Wyciągnął bułat i chciał przeciąć nim kobiete na pół.

Rosemary: To było takie... proste. FATAL ROAR.

Z jej ust wydobył się potężny ryk. Zmienił on otaczające ich pustostany w stertę gruzu i jednocześnie odrzucił tajemniczą postać na kilkadziesiąt metrów w tył.

Alibaba: Skończyłaś już tą dziecinadę? Naprawdę, nie stać Cię na nic więcej?

Głos dochodził zza kobiety. 

Rosemary: Alibaba Rulinrose. Jak zawsze, masz jak najwięcej do powiedzenia, a jak najmniej do zrobienia.

Odwróciła się i zauważyła dwie postaci, które unosiły się nad gruzowiskiem.

Wyvern: A Ty, to kto?

Alladin: Cóż, racja. Widzimy się po raz pierwszy. Nazywam się Alladin Rulinrose. Alishar i Alibaba to moje rodzeństwo. Jesteśmy trojaczkami. Nigdy Wam o mnie nie wspominali?

Rosemary: Huh!? Trojaczki, powiadasz? To i tak nie istotne. Dzisiejszej nocy polegniecie wszyscy.

Alladin: Jesteś bardzo pewna siebie.

Alishar: Aż za!

Wstał z ziemi, zaczął wrzeszczeć i rzucił się na kobietę.

Rosemarry: Oh, to znowu Ty!? Niedorzeczność!

Uderzyła pięścią chłopaka w twarz. Następnie zadała mu cios kolanem w brzuch. Dżinn upadł. 

Rosemary: Jesteście frapujący. Zakończę to tu i teraz.

Wyciągneła nóż i chciała zadać nim ostateczny cios Alisharowi. Kiedy jednak zamachnęła się, ten zniknął.

Rosemary: Co tu się dzieje!?

Była zdezorientowana. Zauważyła wtem, iż Alishar leżał obok Alibaby i Alladina. Również był zdziwiony całą tą sytuacją.

Alladin: Nie sądzisz chyba, że dam Ci zamordować własnego brata, prawda?

Rosemary: Ale jak!?

Wyvern: Zwyczajnie podbiegł i zabrał go. Zrobił to jednak w takim tempie, że nawet tego nie zauważyliśmy.

Kobieta była zaszokowana szybkością Dżinna.

Alishar: Kurwa... Przestań mi pomagać! ENERGY BALL.

Wystrzelił żółtą kulą energii w stronę kobiety. Rosemary uniknęła kolizji, wyskakując w powietrze i stając obok Wyverna i Vipera.

Viper: Ten trzeci jest o wiele silniejszy, niż pozostali. Czujecie intensywność jego lifeart?

Wyvern: Tak. Pomimo tego samego wieku, co oni, czymś sie różni od nich. Nie mądre byłoby lekceważenie go.

Rosemary: Dlatego sądzę, że czas najwyższy przestać sie bawić i przystąpić do prawdziwej walki.

Wybiła się w powietrze i poleciała w nadludzkim tempie w kierunku Dżinnów. Ci odskoczyli. Pojawiły się ogromne połacie pyłu.

Alibaba: To... To wprost niewybaczalne! Perfidne zachowanie! Zakurzyła mi mój obłok! Wyglądam teraz, jak życiowa porażka!

Alishar: Ryj, pedale! Nie Twój obłok jest teraz najważniejszy. Trzeba pozbyć sie tych śmieci i przystąpić do pierwotnego planu.

Alibaba: Huh? A, no tak. Zapomniałbym... A Ty, Alishar, nie zamierzasz sie przyłączyć?

Alladin: Cóż. Nie wydają się wyjątkowo silni. Sądzę, że jesteście w stanie pokonać ich bez mojej pomocy.

Viper: Nie byłbym tego taki pewien. SECRETS OF REPTILES - STRENGHT.

Jego ciało zastało pokryte większą ilością zielonych łusek oraz przybrało większej masy mięśniowej. Uderzył z całej siły Alibabę pięścią w twarz. 

Alishar: Huh!? Co za ścierwo.

Wzbił się w powietrze i próbował z całej siły uderzyć przeciwnika nogą. Ten jednak urzymał gardę, kontratakując jego cios.

Viper: To na nic.

Złapał go za nogę i rzucił, niczym lalką, o ziemię.

Wyvern: Ah. Ty i Twój brutalizm.

Wzdechnął. Po chwili Alibaba wstał. Jego twarz była schylona ku ziemi. Miał bardzo stanowczy i poważny wyraz twarzy. 

Alibaba: Hańbimy honor klanu Rulinrose'ów... Nie dajemy rady... Nawet nędznej grupie... Bazyliszków. 

Spojrzał ze skruchą na brata.

Alibaba: Wybacz, Alladinie. Przynosimy Ci wstyd. Jednakże sądzę, że nasz honor nadal nie ucierpiał na tyle, abyśmy nieodwracalnie go stracili.

Szedł powoli w kierunku Vipera.

Alibaba: Jeżeli... Jeżeli zdaje Ci się, że możesz poniewierać mną i moim bratem, bez żadnych konsekwencji swoich czynów, to jesteś w dużym błędzie.

Ni stąd ni zowąd, znalazł sie za Viperem. ten zaszokowany odwrócił się. 

Alibaba: HEATSRTOKE.

Położył palec wskazujący na jego czole. Wtem, pojawiło się czerwone światło. Oczy bazyliszka przekrwiły się. Naczynia krwionośne popękały na całej jego głowie. Padł nieprzytomny. 

Rosemary: Viper!

Wyvern: Cholera! 

Zaczął biec w kierunku Alibaby. Ten spojrzał na niego bezlitośnie, z wyższością. Kiedy chciał zaatakować, Bazyliszka przeszyło ostrze. Wyvern odwrócił się i ujrzał roześmianego Alishara. 

Alishar: Bu! Giń... Śmieciu!

Rosemary: BULLET ANT STING. MULTIPLE - TWO.

Na dłoniach kobiety wyrosły dwa, duże, czarne żądła, które wystrzeliły w kierunku obu Dżinnów. W tym momencie jednak do walki wtrącił się także i trzeci. Z niewiarygodną szybkością zareagował, łapiąc żądła i łamiąc je. Kobieta była zaszokowana. Wyciągnęła niewielki nóż. Chciała rzucić sie na grupę Dżinnów, jednak w ostatnim momencie opanowała się.

Rosemary: Odsuńcie się od nich, bo inaczej przestanę się powstrzymywać!

Alishar: Ty suko...

Alladin: A więc to Ty jesteś Rosemary? Słyszałem o Tobie opowieści. Jako Bazyliszek, opanowałaś dosyć sporą ilość ataków. Posiadasz niezwykłe doświadczenie bojowe, sprawność fizyczną oraz inteligencję. Dlaczego więc żyjesz w takich slamsach?

Rosemary: Co masz na myśli!?

Alladin: Cóż. Racja. Licantrophia postrzega Bazyliszki za rasę gorszą, jednakże... Ty mogłabyś to zmienić. Masz ogromny potencjał, kobieto. Siedząc tutaj, z tymi śmieciami, tylko się marnujesz. Licantrophia docenia tak poteżne istnienia, jak Ty...

Rosemary: FALLING BLACKNESS.

Z jej ust, wydostał się czarny smog, który ogarnął całą okolicę.

Alladin: LUMINOUS CITADEL.

W momencie, w którym substancja miała już ogarnąć miejsca, w którym stały Dżinny, sprawił, iż otoczyła ich duża, niebieska kula energii. Smog zaczął otaczać ją, jednak nie mógł dostać się do środka.

Alladin: Falling Blackness. Atak z grupy prawa własności toksyny. Chociaż, że dostaje się głównie do ciała przeciwnika poprzez drogi oddechowe, wnika do niego także przez komórki. Wykazuje silne działanie w stosunku do lifeart. Zaburza percepcję przestrzenną, kiedy dojdzie do reakcji pomiedzy nimi.

Rosemary: Skąd... Skąd Ty posiadasz takie szczegółowe informacje!?

Alladin: Cóż... Twoi bracia i siostry bardzo dobrze spisują się, jako króliki doświadczalne. Czasami tylko nieznośnie krzyczą... z bólu.

Spojrzał na kobietę z kpiną. Rosemary niewytrzymała i zdenerwowana zaczęła biec w ich strone.

Rosemary: SECRETS OF REPTILES - AGILITY.

Wyskoczyła bardzo wysoko w powietrze i niczym kometa, uderzyła w barierę, niszcząc ją. 

Alibaba: Niewiarygodne!

Kobieta rzuciła się na Alladina i próbowała ugodzić go nożem. Ten jednak nieustannie robił uniki.

Alladin: Oto jest prawdziwy wojownik, warty stoczenia z nim walki!

Rosemary: Zamknij się, gnido!

Rozcieła mu ramię.

Alibaba: Czyżby była na tyle silna, aby była w stanie go pokonać?

Alishar: Wątpię. Alladin jest najsilniejszy, zaraz po Jasmine. Ta suka nie jest w stanie go pokonać.

Alibaba: Być może. Jednakże zabezpieczmy się na wszelki wypadek. Pozbądźmy się jej teraz, póki jej serce przepełnia nienawiść. Niechaj... Niechaj skona w bólu.

Alishar: Co planujesz?

Alibaba: Połączmy nasze elemart i użyjmy łącznego prawa własności.

Alishar: Od dawna nie stosowalismy takiej kombinacji. Jesteś pewien?

Alibaba: To aż śmieszne. Od kiedy to myslisz tak rozważnie?

Alishar: Cóż. Racja. Podstępne z Ciebie bydle. Zróbmy to!

Wyciągnęli ręce przed siebie.

Alibaba & Alishar: LIGHTS CONEVRGENCE.

Przed ich dłońmi pojawiły się dwie, ogromne kule energetyczne. Emanowały od nich bardzo duże połacie energii, które stopniowo zaczęły absorbowac się w zajemnie, tworząc symbol przypominający przewróconą ósemkę.

Alladin: A więc moi bracia, jak widzę, nauczyli się używania ataków łącznych.

Usmiechnął się. Kobieta spojrzała na nich i zauważyła, iż w jej stronę została wystrzelona wiązka energii. Alladin zniknął z jej pola widzenia.

Rosemary: "Szlag. A więc tak będzie wyglądał mój koniec. Żałosne... Pokonana przez grupkę Dżinnów."

Vincent: INSIGNIA OF THIRTEEN CROWNS.

Pojawił sie nagle. Wokół niego unosiła się biaława poświata. Zmienił trajektorie lotu wiązki tak, iż te poleciały w kierunku Dżinnów.

Alladin: LUMINOUS CITADEL.

Ponownie pojawiła się tarcza, która uchroniła Dżinny przed ich własnym atakiem. Alladin spojrzał zaintrygowany na nowych przeciwników. Vincent stał zaparty przed Rosemary. Wydawał sie być zły. Kobietą zajęła się Wisteria, która próbowała opatrzyć jej rany.

Wisteria: Rose. Wszystko w porządku?

Rosemary: W miarę. Nie marnuj ataków na mnie, lepiej pomóż Viperowi i Wyvernowi.

Wskazała na poległe Bazyliszki. W oczach Wisterii pojawił sie smutek

Wisteria: A więc tym razem nawet i oni nie dali rady... Dlaczego... Dlaczego tak musi być. Ja nie rozumiem tego okrutnego świata... Po co to wszystko!?

Rosemary złapała ją za rękę.

Rosemary: Nie martw się. Właśnie w takich chwilach, jak ta, walczymy o lepsze jutro. I kiedyś to jutro nastąpi! 

Wisteria: Ja powoli porzucam całą tą nadzieje na lepsze jutro. Ten świat musi zostać zbawiony, bo inaczej...

Rosemary: Cóż. Wydaje mi się, że zbawiciel jest bliżej, niż myślisz.

Spojrzała na Vincenta. Alladin odwołał tarczę energetyczną. Szedł w kierunku Wampira.

Alladin: Za życia nie słyszałem o takim ataku. I jestem pewny, co do Twojej emisji fightart. Tak... To fightart. A także Twoje lifeart, równie nietypowe. Takiego także jeszcze nigdy nie spotkałem... Czym jesteś?

Vincent: Nie czuję się zobligowany, aby odpowiadać na Twoje pytania.

Alladin: Bezczelny. A wiec zmuszę Cię do odpowiedzi, dziwaku!

W niewiarygodnym tempie znalazł sie tuż przed Wampirem i próbował uderzyć go w twarz. Ten, w ostatniej chwili, zrobił unik.

Alladin: Orientuj się!

Usunął się z jego pola widzenia. W stronę Vincenta leciało kilka kuli wystrzelonych przez braci Alladina.

Vincent: INSIGNIA OF THIRTEEN CROWNS.

Kule ponownie zostały odbite. Alladin uśmiechnął się.

Alladin: Jakkolwiek nie patrzeć, spodziewałem się bardziej somplikowanych ataków po Tobie.

Vincent: Co masz na myśli?

Alladin: Siedem dni temu...Tak, wtedy dokładnie wszystko się zaczeło. Tego dnia zostaliśmy poproszeni o audiencję u samego władcy Licantrophii. Udaliśmy się tam z całym rodzeństwem, aby poddać się woli naszego pana. Byliśmy przekonani, że chodzi o liwidowanie rebeliantów, jak zwykle. Tym razem jednak dostalismy zupełnie inne zlecenie. Zostaliśmy zobligowani do likwidacji Ciebie... Wampirze.

Spojrzał bezwzglednie na Vincenta. Wisteria, która wcześniej była zajęta leczeniem Vipera, Wyverna i Rosemary, usłyszawszy to, zaprzestała. Jej wyraz twarzy diametralnie się zmienił. Zniknął blask z oczu, a źrenice powiekszyły się. Jej Twarz posmutniała. Wstała i odwróciła się w strone Vincenta i Alladina.

Wisteria: W... A... M... P... I... R...

Dżinny i Wampir spojrzeli sie na nią zdziwieni.

Alishar: A tej co jest?

Rosemary wpadła w panikę.

Rosemary: Cholera! Vincent! Uciekaj stamtąd!

Vincent: Nie ma takiej potrzeby. Poradzę sobie.

Rosemary: Ty nic nie rozumiesz! Cholera!

Wycieńczona, próbowała wstać i iść w stronę Wampira. Nagle przewróciła sie i straciła przytomność.

Wisteria: Wam... Pir... Wam... Pir...

Alishar: Kurwa, denerwujesz mnie!

Wisteria: Wam... Pir...

Alishar: Rozjebię ją zaraz!

Wyciągnął bułat i biegł w kierunku dziewczyny. Wisteria stanęła i ucichła. Nagle jej twarz nabrała niezwykle szalonego wyrazu. Uderzyła z całej siły w tors Alishara, łamiąc mu wszystkie rzebra. Dżinn zaczął pluć krwią. 

Wisteria: SECRETS OF REPTILES - STRENGHT.

Złapała go za głowę i bardzo mocno ściskając, wbiła ją z całej siły w beton.

Alibaba: Cholera!

W nadludzkim tempie zjawił sie obok Alishara i Wisterii.

Alibaba: HEATSRTOKE.

Próbował dotknąć głowy dziewczyny, jednak ta odchyliła się i uniknęła ataku. Spojrzała maniakalnym wzrokiem na Dżinna i uśmiechnęła się. Niespodziewanie, złapała go za ramię i oderwała kończyne. Alibaba zwijał się z bólu i krwawił. Alladin spojrzał na nią poddenerwowany i próbował zrozumieć, co się dzieje. Dziewczyna nagle spojrzała się także na niego. W nadludzim tempie podbiegła i próbowała zaatakować.

Alladin: LUMINOUS CITADEL.

Vincent: "Wisteria... Co Ci się stało? Czyżby Rosemary to miała na myśli, mówiąc "Nie chcesz zobaczyć tego potwora"?"

Wisteria: Czy... To... Ty... Jesteś... Wampirem?

Maniakalnie śmiechnęła się, niszcząc powoli jego bariere.

Alladin: "Cholera. Jak tak dalej pójdzie, misja się nie powiedzie... Czyżby ona była ich prawdziwym asem? Jej moc znacznie ich przewyższa... Ale dopiero teraz to zauważyłem. Tak! Ona kieruje się nienawiścią. Jej wzrok. Tak, widać to po nim. I to dodaje jej mocy. Najprawdopodobniej próbuje znaleźć tutaj tego, kogo określiłem mianem Wampira... To istne szaleństwo. Jednakże, pierwotny plan, to likwidacja. A wiec mogę ją wykorzystać."

Wisteria: Zadałam pytanie!

Zniszczyła doszczetnie jego barierę. Dżinn uśmiechnął się.

Alladin: Wampir stoi tam... Potworze.

Wskazał palcem na Vincenta. Wisteria odwróciła się w kierunku chłopaka. Także uśmiechnęła się.

Wisteria: Mam Cię... Wampirze!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki