FANDOM


13. Przyjaciel czy wróg


Minął dzień. Marshall i Vincent szli leśną ścieszką. Ich podróż przebiegała w zupełnej ciszy. Byli już daleko od Paryża. Oboje wydawali się wycieńczeni. 

Marshall: Dobra, palancie. Zacznij w końcu coś mówić, bo irytuje mnie ta cisza.

Vincent: A co mnie to?

Marshall: Dużo.

Nastała ponowna cisza. Stosunki, pomiędzy Marshallem a Vincentem, nadal były napięte. W pewnym momencie Wilkołak zboczył ze ścieszki i zaszedł w głąb lasu.

Vincent: Co zamierzasz?

Marshall: A co Cię to?

Vincent: Ehhh, dobra. Może rzeczywiście przeginam. Od kiedy nie ma Rosemary, jesteśmy swoimi przydupasami. Idę z Tobą.

Spojrzał zniesmaczonym zwrokiem na Marshalla.

Marshall: Ok. Ja będę sikał a Ty będziesz mi trzymał.

Vincent zaczerwienił się.

Vincent: Wybacz. Nie gustuję w chłopcach.

Marshall: Sam jesteś chłopiec! Z resztą... Ja też nie gustuję! Nie wiem za kogo mnie masz!

Ponownie nastała cisza.

Marshall: Wiem, że moja rasa wiele krzywdy wyrządziła Tobie i całemu światu. Ja jednak nie jestem jak oni. Uwierz mi.

Vincent: Wiem, wiem. Słyszałem to już od Rosemary.

Marshall: Swoją drogą... Przykro mi, z powodu śmierci tej kobiety.

Vincent: Spoko. Przyzwyczaiłem się do tego, że żyję, a wszyscy moi przyjaciele umierają. To w sumie naturalne.

Marshall wrócił do Vincenta i spojrzał na nim poważnym wzrokiem.

Marshall: To nie miało się tak skończyć. Nie sądziłem, że ten Jonathan może okazać się aż tak silny.

Vincent: Nie gadajmy o tym. Ja po prostu potrzebuję czasu, aby to zaakceptować.

Marshall: Rozumiem. I wogóle, to jak? Sztama?

Vincent: Spoko. W sumie nie mam innego wyjścia... Swoją drogą. Gdzie my idziemy? 

Marshall: Chcę odwiedzić starego przyjaciela. Nie możemy podróżować tylko we dwóch. To niebezpieczne.

Vincent: Podróżować?

Marshall: Nie wiem, ile wiedziała ta kobieta i ile Ci powiedziała. Niesiesz ze sobą bardzo potężny przedmiot, zwany Mieczem Lykanów. 

Vincent: Odnaleźliśmy ten miecz z Rosemary.

Marshall: Dobrze uczyniliście. Ten miecz może być najistotniejszą rzeczą w przyszłości.

Vincent: Możesz opowiedzieć mi... Co planują Wilkołaki?

Marshall: Widzę, że ta kobieta Cię nie wtajemniczyła.

Vincent: A w co miała mnie wtajemniczyć?

Marshall: Wilkołaki planują w końcu zdobyć swoją wymarzoną władzę absolutną. Za dwa miesiące wybuchnie wojna.

Vincent był zszokowany.

Marshall: Twoje życie, w rzeczywistości jest bardzo istotne, jeżeli o tym nie wiedziałeś. Nazywają Cię Ważnym Elementem. To nie jest określenie, które wymyślili sobie od tak. Wiele osób twierdzi, że przeznaczeniem ostatniego, istniejącego Wampira, jest pokonanie Arcypana. Dlatego też zlecił RoseRulingom porwanie Ciebie. Stąd pojawili się oni w Paryżu.

Vincent: Więc Rosemary zginęła przeze mnie.

Marshall: Nie. Ona raczej zginęła dla Ciebie.

Vincent: I że to niby miało mnie pocieszyć?

Marshall: Wybacz.

Vincent: Skąd oni wszyscy wiedzą o moim istnieniu?

Marshall: Arcypan ma w posiadaniu satelitę, która szpieguje całą kulę ziemską. Z tego co wiem, niedawno wykrył Twoje Lifeart. 

Vincent: A na co mi Miecz Lykanów?

Marshall: Ponieważ Arcypan jest nieśmiertelny. Miecz Lykanów, to broń, która może zabić dosłownie każdego Wilkołaka. To jest prawdopodobnie ostatnia rzecz, mogąca go zabić. Posługiwać się nim jednak może wyłącznie Wampir... To wszystko jest chore. Wogóle nie rozumiem postępowania mojego naradu. Chociaż to nie Wilkołaki powinienem obwiniać. Arcypan jest strasznym dyktatorem. Trzyma w garści, zarówno Państwo Lykańskie, jak i Nowe Indie.

Vincent: Kim jest wogóle ten Arcypan? 

Marshall: W gruncie rzeczy, to nikt nie wie. Nikt nie zna jego prawdziwej toższamości, a on zawsze jest pod wpływem przemiany.

Nagle zaczął skręcać się z bólu.

Vincent: Co znowu?

Marshall: Ta sarna, którą zjadłem... Brzuch mnie boli.

Vincent: Masz Ci los.

Marshall: Muszę iść w krzaki. Zaczekaj tu.

Vincent miał zażenowaną minę. Marshall pobiegł w głąb lasu.

Vincent: "Z jednej strony, jest nawet spoko. A z drugiej, to Wilkołak. Nie wiem, czy powinienem się z nim zadawać. Jednak nie mam nikogo. Nawet Rosemary mi nie pozostała. Nie wiem już co mam robić."

Marshall: Jejku, było ciężko. Za tamtymi krzakami zrobiło się kolorowo.

Vincent: A co. Srasz tęczą?

Marshall: Rzygałem, idioto. O fuj. Jesteś obrzydliwy, palancie.

Vincent: Nic nie rozumiem.

Marshall: Co?

Vincent: Jestem totalnie zmieszany i nie wiem, co się dzieje wokół mnie. 

Klękł na ziemi i złapał się za głowę. 

Vincent:  Ostatnie zdarzenie, jakie pamiętam z przeszłości, to że byłem w mieszkaniu Joanne. Potem pustka. Ilekroć bym próbował, to i tak nie mogę sobie nic więcej przypomnieć. 

Marshall: Nic nie pamiętasz, mówisz? To dziwne. Nawet, jeżeli byłbyś przez ten cały czas w stanie hibernacji, powinieneś wszystko zapamiętać.

Vincent: Nie byłem w stanie hibernacji. Ja zwyczajnie spałem.

Marshall: Hmmm. To w sumie rzeczywiście jakieś podejrzane.

Vincent: Ale postanowiłem coś.

Marshall: Mianowicie?

Vincent: Powstrzymam Wilkołaki i uratuję Rebelland.

Marshall: Więc musisz zacząć trenować. Arcypan jest naprawdę potężny i nie masz najmniejszych szans z nim w pojedynku, jeżeli nie podrasujesz swoich zdolności.

Vincent: Mam dwa miesiące. Myślę, że przez ten czas dam radę coś w sobie zmienić.

Nagle zaczęło burczeć mu w brzuchu. Chłopak skrępował się.

Vincent: Wybacz.

Marshall: Nie ma sprawy. Znajdziemy coś do jedzenia.

Vincent: Wciśniesz mi jakąś sarne i będę srał tęczą?

Marshall: Zamknij się, frajerze! Powiedziałem Ci, żę wymiotowałem. Nie srałem!

Vincent: Powiem Ci, że lepsza sarna niż szczur.

Marshall: Aż taka z Ciebie lala?

Vincent: Zamknij się. Nienawidzę krwi szczurów.

Marshall: Widzisz, dupku... Pochodzę z klanu WolfMutinyingów. To najsławniejszy klan zbuntowanych Wilkołaków. Nam od zawsze było ciężko. Mama starała się zapewnić mi i mojemu rodzeństwu wszystko, ale było ciężko. Często jedliśmy szczury. Nie wybrzydzaliśmy. Czasami nie jadłem nic, żeby moi bracia i siostry mogli jeść. Dlatego nigdy nie wybrzydzam jedzeniem, obojętnie jak byłoby obrzydliwe. Więć nie bądź taką lalką!

Spojrzał stanowczo na Vincenta. Wampir odwrócił wzrok.

Vincent: Wybacz. Nie chciałem Cię urazić.

Marshall: W sumie, też przepraszam. Nie powinienem się aż tak unosić. Po prostu jestem wychowany na ulicy i wiem, że nie można wybrzydzać jedzeniem, bo raz jest, a raz go nie ma.

Vincent: Ja też nie miałem o wiele lepszego dzieciństwa. Ze względu na to, że ja i moja rodzina byliśmy Wampirami, ciężko nam było żyć w świecie ludzi. Często nie było jedzenia i musieliśmy odżywiać się ludżmi. Z tego względu, nie mogliśmy długo przebywać w jednym miejscu i nieustannie przeprowadzaliśmy się. Jednak pewnego razu nie zążyliśmy. Oni zabili...

Nagle z lasu wybiegło stado spłoszonych jeleni.

Marshall: Jedzenie!

Pobiegł w stronę zwierząt, krzycząc.

Vincent: Tak je tylko spłoszysz jeszcze bardziej, idioto!

Marshall: Cichaj, frajerze! Zobaczysz mistrza w akcji. Złapię dwie. CONJUNCTION OF POWER.

Vincent: "Nie słuchasz mnie. Ale w sumie, to może i nawet lepiej. Zrobiłem się ostatnio jakoś dziwnie sentymentalny. Nie chcę nikogo wtajemniczać w moją przeszłość i w to... Dlaczego znienawidziłem ludzi."

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki