FANDOM


11. Miecz Lykanów


Rosemary: Evangelina... Wszystko w porządku?

Evangelina: Nic nie jest w porządku... Ale będzie dobrze.

Uśmiechnęła się do Rosemary.

Rosemary: "Evangelino, znam ten uśmiech. Jesteś smutna. Mnie nie okłamiesz."

Evangelina: Kiedyś byliśmy ze sobą bardzo blisko. Zaślepiła go nienawiść. Nie chciałam dla niego takiego końca, ale... uratowałam go. Uwolniłam od nienawiści.

Uroniła łze. Nagle przed kobietami pojawiła się ogromna, złota brama. Wokół bramy unosiły się białe chmury. 

Rosemary: Co to jest!?

Evangelina: To Heaven Gate.

Złote wrota otworzyły się. Zza nich wyszły Anioły. Otoczyły one Evangelinę, wymierzając w nią mieczami, a przed nią stanął jeden z nich o otworzył złoty pergamin.

Evangelina: Lucas... Ja...

Lucas: Nic nie mów, Evangelino. W tym momencie nie mogę traktować Cię, jak przyjaciela. Muszę być subiektywny. Wybacz.

Rosemary: Co tu się, u licha dzieje!?

Lucas: Evangelino CherryPreferring. Jesteś oskarżona o złamanie Świętego Kodeksu Aniołów. Punktu czwartego, zabraniającego materializowania się w Rebelland bez rozkazów wydanych przez Radę Najwyższą, punktu sześćdziesiątego siódmego, zabraniającego kontaktowania się z Rebellandczykami za pomocą snów, punktu siedemdziesiątego pierwszego, zabraniającego dzielenia się poufnymi informacjami z osobami nieporządanymi oraz zabójstwo. Jesteś aresztowana.

Rosemary: Co!? Nie, to jakieś nieporozumienie! Ona nie...

Evangelina: Dość, Rose! Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, złamałam prawo. Z tym idą konsekwencje.

Spojrzała stanowczo na Lucasa.

Evangelina: Nie musicie mnie obezwładniać. Nie mam zamiaru stawiać oporu.

Lucas: Evangelino. Zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś ósmym Archaniołem, za czym idzie ogromna odpowiedzialność? Złamanie jakiegokolwiek prawa, w przypadku Archanioła, jest karane bardzo surowo. Wliczając w to zabójstwo Adama... Możesz nawet otrzymać karę śmierci.

Evangelina: Wiem o tym dobrze.

Rosemary miała łzy w oczach. Anioły położyły ciało Adama na złotej noszy i zniknęły w bramie. 

Evangelina: Nie będę mogła Ci już pomóc, Rose. Musisz odnaleźć Miecz Lykanów i nauczyć Vincenta, jak władać mocą z magicznych artefaktów... Powodzenia.

Zniknęła w bramie, razem z innymi Aniołami. Brama również zniknęła. Miejsce, które wcześniej było ogromnym sadem, pełnym drzew owocowych, zamieniło się w pusty, nieprzyjemny pokój. Kobieta padła na kolana i zaczęła płakać.

Vincent: Rosemary? Co się stało? Dlaczego płaczesz?

Rosemary: Vincent? Ja nie... To uczulenie.

Vincent: Aha.

Kobieta wstała i przytuliła się do Wampira.

Rosemary: Dzięki Bogu. Cieszę się, że nic Ci nie jest.

Vincent: Naprawdę? Rzeczywiście, nic mnie nie boli. Nie mam żadnej rany. Z Tobą też wszystko w porządku. Jak to zrobiłaś? I wogóle to gdzie my jesteśmy?

Rosemary: To Evangelina.

Vincent: Naprawdę!? Cóż, rzeczywiście. Wyczuwam jakieś dziwne Lifeart. Ale czemu już jej nie ma? 

Rosemary: Ona... Ona została zabrana przez Anioły... Grozi jej kara śmierci.

Vincent: Chciałbym zmienić ten świat. To takie moje marzenie.

Reakcja kobiety zmieniła się. Przestała płakać

Rosemary: "Nie! Nie mogę płakać! Poświęciła się dla mnie! Dla Vincenta! Dla całego Rebelland! Nie mogę pozwolić, aby jej poświęcenie poszło na marne! Odnajdę ten Miecz Lykanów i nauczę Vincenta, jak z niego korzystać! Zapobiegnę tej pieprzonej wojnie!"

Otarła łzy.

Rosemary: BloodMurdering. Czy dzięki Crimison Stare możesz zeskanować cały ten pokój i znaleźć pewien przedmiot lub miejsce, w którym ten przedmiot jest ukryty?

Vincent: Cóż, zależy jaki. 

Rosemary: Miecz.

Vincent: Miecz? Przyszliśmy tutaj dla miecza?

Rosemary: To nie jest byle jaki miecz. Nazywa się Miecz Lykanów. Posiada jakąś bardzo silną moc.

Wampir nabrał podejrzeń.

Vincent: Ma on jakiś związek z Wilkołakami, prawda? 

Rosemary: Zgadza się. Dlatego musimy go odnaleźć. Nie wiem o nim za wiele. Wybacz.

Vincent: Rozumiem. Zrobię, co w mojej mocy. CRIMISON STARE.

Jego oczy wysunęły się na wierzch i stały się całe czerwone. Podczas skanowania, był bardzo skupiony.

Vincent: Chyba mam. Wydaje mi się, że jakieś pomieszczenie znajduje się pod podłogą. Nie jestem pewien. Wybacz. Crimison Stare to nie jest jakiś wykrywacz metali i...

Rosemary: Dziękuję. FATAL ROAR.

Skierowała potężny ryk w kierunku podłoża i zrobiła dziurę. Wskoczyła do niej.

Vincent: I jak, masz coś?

Rosemary: Ta. Chociaż jest mały problem.

Vincent podszedł do dziury. Ujrzał spory miecz. Był on owinięty w łańcuchach, które były zamknięte kłódką.

Vincent: Co jest z tym mieczem?

Rosemary: Hmmm. Zdaje się, że to pieczęć. 

Vincent: Pieczęć?

Rosemary: Oznacza to, że ten przedmiot musi mieć ukrytą w sobie bardzo potężną moc.

Vincent: Czekaj, czekaj. Od kiedy to przedmioty mają w sobie ukrytą moc? Nie wspominałaś o tym wcześniej.

Rosemary: Pamiętasz Obraz Rubinowego Węża? Nie jest on jedynym takim przedmiotem. Na świecie istnieje wiele magicznych artefaktów. Są to przedmioty, które miały styczność z ogromnymi pokładami energii i do dziś dzień przechowują w sobie ich pewne zasoby.

Vincent: Rany. Ten świat naprawdę zrobił się jakiś powalony.

Rosemary: Osiągneliśmy to, po co przybyliśmy. Chyba najwyższa pora wracać do domu.

Kobiecie zaczęło burczeć w brzuchu. Wampir zaczął się śmiać.

Rosemary: Bawi Cię coś, debilu!?

Vincent: Tak. Głodna Rosemarry. To się nie zdarza codziennie.

Rosemary: Co dwadzieścia osiem... Dzisiaj pełnia.

Vincent: Naprawdę? A, no tak. Zapomniałem. Bazyliszki jedzą tylko w pełnię księżyca. I jecie dwukrotnie tyle, ile sami ważycie.

Rosemary: Dziesięciokrotnie.

Vincent: Skąd weźmiesz dwie tony jedzenia?

Rosemary: Nie wiem. Zazwyczaj...

Zdenerwowała się i uderzyła chłopaka w głowę.

Rosemary: Nie ważę dwustu kilogramów, debilu!

Vincent: Jasne.

Minęło kilka godzin. Rosemary i Vincent powrócili do kamienicy. Siedzieli w jadalni. Stał tam ogromny stół, na którym leżał piękny, czerwony obrus. Paliły się świece. Na stole było pełno jedzenia, głównie mięsa. Kobieta siedziała i zjadała wszystko, co tylko wpadło jej w ręce.

Vincent: Skąd wzięłaś tyle jedzenia?

Rosemary: Jak to skąd? Ze spiżarni.

Vincent: Wiesz, ile tu tego jest? Kaczki, świnie jakieś ryby, a Ty... Kazałaś mi jeść szczury!

Kobieta śmiała się, jedząc i napluła na Vincenta.

Vincent: Jedz trochę kulturalniej, wsiochu!

Rosemary: Co powiedziałeś!?

Vincent: Wsiochu!

Zaczęli się kłócić. Nagle nastała cisza.

Rosemary: Vincent.

Vincent: Nom?

Rosemary: Ty miałeś rodzeństwo?

Ponownie nastała cisza. Chłopak nie odpowiedział.

Rosemary: Wiem, że nie lubisz mówić o sobie i wogóle nie powinnam o to pytać, ale...

Vincent: Martin i Joanne. Tak się nazywali.

Kobieta posmutniała. Vincent wstał i wyszedł na zewnątrz.

Rosemary: "W sumie, to spodziewałam się takiej reakcji. Nie powinnam była go pytać, tymbardziej że nie mogę zdradzić mu prawdy... Nie wiem, jak by zareagował."

W tym samym czasie Vincent szedł ulicą Paryża. Był zamyślony. Nagle stanął.

Marshall: Witaj! W końcu Cię znalazłem... BloodMurdering.

Vincent wygladał na zdenerwowanego.

Vincent: CONJUNCTION OF POWER.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki